U nas co rano lecą całe filmowe sekwencje! Komedia wstawania, dramat w kolejce do łazienki! Trzyosobowe przepychanki w ponad 100 metrowym mieszkaniu z dwoma łazienkami! Wylatuję do Barcelony, staram się być jeszcze w domu, nie pozostawić po sobie leja po bombie, nawet wychodzę z Borysiem i robię Mili kanapki do szkoły, ale sorry, muszę już pędzić…Jestem w rozedrganiu. Moje serce palpituje między: wyszłam, zdążę! Dowód – jest! Najważniejsze – telefon, karta pokładowa – sprawdzone kilka razy! Przecież kurwa nie mają nóg, żeby wyjść z kieszeni! I tak sprawdzam! Który peron na lotnisko!? Zawsze ten sam, ale trzeba sprawdzić, bo może coś nagle zmienią. Nasłuchuję, nic nie mówią! Jest przecież znak samolotu, i tak pytam dziewczyny z walizką. Ona nie jest pewna, więc już jesteśmy dwie w niepewności. Podchodzi mężczyzna, czytamy komunikat na wyświetlaczu, każde w myślach i – do siebie nawzajem – na głos. Wszystko jest napisane, ale przechodzi konduktor, więc dopytuję. Oszaleję, jeśli ten pociąg zaraz nie przyjedzie. Tak się nakręciłam, że jeszcze w pociągu pytam pierwszej z brzegu osoby – na lotnisko, prawda?!
Jestem. Zrobię zdjęcie! Bo przecież tak lubię podróżować!
Pierwsze siku, przed wszystkim! Kupuję jeszcze drobne prezenty, wybieram, o dziwo, bez większych dylematów! Ale siku! Upewniam się, że mam czas do boardingu. Gdy wracam, w kolejce ze sto osób! Stoją pod ósemką, pod dziewiątką info: „proszę czekać”; czekam 10 sekund, pytam.
Tak, tak, wszyscy czekamy. Ok. W kolejce ktoś pyta, czy aby na pewno dobrze stoimy. Woda na mój młyn! Idę zapytać! No bo zapowiadacie wejście 9., a wszyscy stoją pod 8.!? No tak, łączone. Za mną z dziesięć osób wyszło z końca kolejki, spokojnie wracają, ja się wciskam przed parę i dwóch panów – z uśmiechem – sorry! Nie dam rady wrócić na koniec! Czekałam, ale zapowiadali, żeby przejść pod dziewiątkę, ale dziewiątka dla tych z pierwszeństwem, to już stanę z nimi w środku kolejki, pod tą ósemką. Wdech wydech – niewidocznie – wezmę może magnez? Biorę. W cholerę czasu jest. Wszystko pod kontrolą.
Siadam pod oknem. Najgorzej! Już czuję, że muszę siku!
Jeszcze tylko tańce stewardes. Startujemy. One wstają, my nie możemy! „ In more less five minutes”! Kobieto, wiesz ile to jest, gdy musisz siku!?
Jestem niebieska z wysiłku, a zmarszczki nad górną wargą mi się wyprasowały od zaciskania ust. Zaciskam też palce, cała jestem zaciśnięta i boję się, że eksploduję.
Wytrzymałam:)
Turbulencje, choćby najmniejsze są nie na moje nerwy. Uwielbiam podróżować, nie cierpię latać!
Wdech – wydech – nie działa!
Najgorzej, że zaraz znów muszę wstać do toalety. Ludzie mnie zabiją! Czy system nie mógł mi wybrać miejsca przy przejściu?! Dobrze, że wyciągnęłam okulary, mogę zająć głowę pisaniem… wreszcie jakiś względny spokój. Czyszczę szkła. Bardzo spokojnie i uważnie. Wdech – wydech wrócił. W głowie luz. I tak muszę wstać siku. Nic na to nie poradzę…nie zabili mnie:)
Wytrzymuję kolejne 40 minut. Lądujemy. Pędzę do toalety! Niebieska.
Ale naprawdę uwielbiam być w podróży:)

