45. Wspomnienie


Grudzień 1980 roku zaczął się roztopami przedwcześnie spadłego śniegu, po którym zostały obrzydliwe, rozwodnione placki psiej kupy na chodnikach.
Świat wkraczał w dekadę przemian, a tata nagle źle się poczuł i całe dnie leżał w łóżku.
Zaczęliśmy odliczać czas do świąt. Matka wyruszała codziennie do sklepów, gromadząc składniki do wigilijnych potraw.
Wszystko, cokolwiek udało jej się wtedy dostać, przynosiła w szarej nylonowej siatce z wielkimi, niemożliwie czasem rozciągniętymi okami. Stawiała ją ojcu na kołdrze, na brzegu ich małżeńskiego łóżka o gładko polerowanych, mahoniowych kulach w jego czterech rogach i wołała radośnie, Wiesieńku, patrz co dostałam! Wyciągała po kolei paczuszki z makiem, rodzynkami, kaszą gryczaną, garść suszonych grzybów. On uśmiechał się blado.
Tak to pamiętam. Z kilku zachowanych zdjęć, ojca szeroko roześmianego, z tamtych dni, z gasnącym uśmiechem na łagodnej twarzy. Ojciec leżał jak król na tym łożu. Choć w niczym naprawdę nie uczestniczył, wszystko kręciło się wokół niego. Kiedy przysypiał bawiłyśmy się z siostrą pod łóżkiem i w wielkiej trzyskrzydłowe szafie.
Po tych prezentacjach, mama niektóre rzeczy niosła do kuchni, inne chowała na dnie szafy, nie wiedząc, że lubimy w niej buszować.
Odkrywałyśmy tam różne cuda.
Także białe rajstopy, które włożymy na pogrzeb taty w kwietniu.


Od tamtego dnia minęło szesnaście tysięcy czterysta trzydzieści sześć dni.
Nieskończoność.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *