-

Czuję poezję różowego świtu. Chłonę i podziwiam. Jednak poranne wstawanie kojarzy mi się z kieratem. W dzieciństwie mama nas straszyła, że jeśli się nie będziemy uczyć, będziemy pracować na górniczej płuczce, od czwartej rano. Nie mam pewności, czy bałam się bardziej fizycznej pracy, czy barbarzyńskiej pory wstawania. Paradoksalnie najwcześniej wstawałam w czasie studiów. Planowałam pobudkę
-
Matka – pierwsza kobieta w życiu każdego człowieka, pierwszy człowiek, naturalny sprzymierzeniec. Od niej wszystko zależy. To cholernie niesprawiedliwe. W matce spotyka się miłość i nienawiść. Jest jak niezwykle pojemne naczynie. Z jednej strony wszystko zniesie, z drugiej odda ci swój najcięższy bagaż. Jest za wszystko odpowiedzialna. Najbardziej zniewolona wśród kobiet. Jednocześnie wolna od bycia
-

Dziś, 6. kwietnia, mija 42. rocznica śmierci mojego taty. Ocalam pamięć o nim. Dla siebie. Mimo, że go prawie nie doświadczyłam – nie odprowadził mnie pierwszego dnia do szkoły, nie doradzał w sprawie studiów, nie robił awantur zbuntowanej nastolatce, nie odprowadził do ślubu, nie wziął na ręce mojego dziecka – był. Dla mnie najważniejszy mężczyzna…
-

Kocham strzały w pysk z samego rana! No kurde, nic mnie tak nie budzi jak powiew lodowego powietrza w gaciach od piżamy, bo wyskoczyłam w trzy sekundy, żeby moje dziecko – w przeciągającym się wieku chmurnym, na totalnym „zlewie” wszystkiego – odwieźć na czas na sprawdzian z matematyki. Oczywiście obudziłam ją wcześniej i stymulowałam do
-

Była moim lekarstwem. Antidotum na lęk i psią fobię. Idealna do przytulenia, miękka i łagodna. Cierpliwa. Nie zostawiała włosów nie niszczyła mebli, spała w naszych nogach i jadła z nami. Z talerzy. W ogóle nie pamiętam żadnych psich misek, ani specjalnej karmy. Jadła wszystko z nami, nawet czekoladę. Przybiegała na dźwięk otwierania szafki i szelest
-

Esej „Stopy względnie kształtne do szpilek (…)” to moja odpowiedź na konkurs literacki, ogłoszony przez Vouge, na temat: „Moda i tożsamość. Co to znaczy, że przez ubiór możemy wyrazić siebie”. Zastanawiam się w nim, co mnie tak naprawdę definiuje, z czy się identyfikuję, czego nie chcę, a czego nie potrafię zapomnieć. Bagaż wspomnień, zasilających wciąż…
-

Dociera do mnie od niedawna, jak wielkie miał dla mnie znaczenie. Mój „własny pokój”, który oddałam córce w czasie pandemii. Głupia konieczność, bo nie można było do jej pokoju przenieść komputera. Może zresztą wtedy nikt o tym nawet nie pomyślał, bo wszystko działo się tak szybko, a pokój, osobny, z komputerem był po prostu potrzebny.
-

Od kilku dni wieje. Pamiętam, że zapowiadano silne wiatry, choć najczęściej nie zwracam uwagi na esemesowe alerty pogodowe. Gdy przychodzą odbieram je jak natrętne reklamy, nie myślę, by mnie szczególnie dotyczyły. Fizycznie nic mi nie robią przecież ani wiatry, ani ulewy, ani śnieżyce. Nie łamie mnie w kościach, nie rwie w stawach. Czuję jednak, że
-

Nie lubię, gdy wieje smutkiem i śmierdzi konfliktem międzypokoleniowym. Nie chcę tego. Nie tłumaczę się jednak, że właściwie nie to mam na myśli, bo chyba trochę mam, skoro wezbrało we mnie, no, kurczę, falą emocji! Przeniosło mnie tam, gdzie nie chcę już być i zabolało. Taki wyrzut – rzyg niezadowolenia, rzucony mi w twarz z









